Witam. Od dzisiaj jestem współposiadaczem wspaniałego laptopa firmy Asus A6KM-Q097H. Jest to wspaniałe urządzenie a przesiadka ze starego IBM z procesorem p III 128 pamięci ram jest niesamowitym skokiem jakościowym. Użytkowanie tego wspaniałego cacka rozpocząłem od instalowania wszystkich niezbędnych mi w codziennej pracy programów. Zainstalowałem też wspaniałą aplikację Google Earth, której chcę poświęcić dalszą część niniejszego tekstu. Jak dotąd pomimo najszczerszych chęci nie mogłem pobawić się tym cudownym programem gdyż z koniecznośći używałem windowsa98, który to uniemożliwiał instalację Google Earth. Dzisiaj pomyślnie zainstalowałem to narzędzie i udałem się na wyprawę. Nie straszne mi nieprzyjazne spojrzenia w konsulatach, brak paszportu i koszty podróży. W jednej chwili z mojego wynajętego pokoju w Koszalinie przeniosłem się do swojej pod rzeszowskiej mieścinki małej jak pchełka. Ukłoniłem się pagórkom i pofrunąłem szybciej niż dźwięk na północ. Cel mała wyspa na Bałtyku - Bornholm. Następnie Szwecja. Ze Skandynawii udałem się do Hiszpanii gdzie odwiedziłem stanion miejski w Madrycie. Później nie czekając aż nasz prezydent załatwi zniesienie wiz popłynąłem przez ocean do Stanów Zjednoczonych. Nie chciałem zwiedzać wschodniego wybrzeża - chciałem zobaczyć West Coast . Miasto Aniołów - pięknie i jak ciepło. Mogłem biegać ubrany jak u nas w maju a przecież mamy grudzień. Dosyć tych przygód na dzisiaj. Wszystkim, którzy są spragnieni poznania - polecam Google Earth.