Spotkało Cię coś złego? Właśnie otrzymałeś diagnozę, która zmieni twoje życie w koszmar? Najbliższa osoba odchodzi? Wyczerpały się wszystkie możliwości… zaczynasz działać inaczej

cuda...

Dzisiejsze czasy są specyficzne. W kulturze zachodniej dominuje kult jednostki - indywidualizm stał się niemal religią. Wszystko ogniskuje się w JA - wszystko zwraca się KU MNIE. Taka kulturowa sytuacja jest pozytywna można by powiedzieć, że życie w końcu stało się najwyższą wartością - bo komu zależeć będzie na nas najbardziej ? Możnym tego świata , znajomym czy może lokalnej społeczności? Wszystkie odpowiedzi są błędne - najbardziej interesujemy się sami sobą.

Czasy kultu jednostki ma jednak kilka poważnych konsekwencji :

- Cała odpowiedzialność spada na mnie

- Zanika identyfikacja się ze społecznością : (nie cieszy mnie już: śmierć za ojczyznę, poświęcenie dla idei, oddanie się bóstwu)

- Nasza śmierć oznacza definitywny kres NASZEGO JA nawet jeżeli wmawiamy sobie, że jest inaczej.  W przeszłości przed epoką informacyjnego egalitaryzmu niewiedza była najlepszym środkiem kojącym lęk przed śmiercią . Wiedzę posiadali nieliczni - a i tak siła jej oddziaływania była znacznie słabsza.Każdy tajemniczy rytuał działał jak placebo i nawet jeżeli nie pomógł ciału to z pewnością uspokoił chorego.

Niewielu dzisiaj jest  ludzi pokroju Epikura czy Lukrecjusza, których uspokaja twierdzenie , że : śmierć nie jest straszna - bo kiedy żyjemy tak naprawdę nas nie dotyka, natomiast kiedy przychodzi nie ma już nas.

Kiedy dotyka nas osobista tragedia a współczesna nauka czy medycyna nie potrafi nam pomóc często poszukujemy alternatywy - stajemy się bardziej religijni , zagłębiamy się w medycynę niekonwencjonalną , czy wreszcie zaczynamy wierzyć , że pozytywne myślenie może odmienić naszą ciężką sytuację.

Główne pytanie jakie chcemy sobie tutaj postawić czy faktycznie coś z tej wyżej wymienionej puli może pomóc? Czy rzeczywiście brnąc głęboko w paranaturalne rozwiązania osiągniemy coś pozytywnego? Odpowiedź brzmi : z całą pewnością nie! Co nie oznacza, iż nie chciałbym aby było przeciwnie.

Jeżeli medycyna niekonwencjonalna mogłaby rozwiązać problemy, których nie może rozwiązać medycyna konwencjonalna już dawno zatarłaby się różnica między nimi. Niestety zwykle drogi na skróty nie prowadzą nas do miejsca, w które chcielibyśmy trafić. 

Motywacją do napisania niniejszego tekstu był absurdalny program, który zobaczyłem w publicznej telewizji, która zdaje się widzieć swoją misję np.  w uświadamianiu chorym na białaczkę , że śmiertelność po przeszczepie szpiku kostnego maleje - UWAGA - w wyniku korzystania z diety ORKISZOWEJ.
Bardzo współczuje matce chorego dziecka biorącej udział we wspomnianym programie. Tragedia jaka ją spotkała jest niewątpliwa. Niestety na przykładzie jej przesłania z całą pewnością można powiedzieć, iż tonący brzytwy się chwyta. Gdyby pojawiające się tam twierdzenia pojawiły się w prywatnej rozmowie nie widziałbym w tym nic zdrożnego. Trzeba powiedzieć więcej - gdyby stawiane tam twierdzenia nie miały kategorycznej formy (miały charakter relacji i subiektywnych wniosków) nie widziałbym w tym niczego złego. Niestety padały tam twierdzenia kategoryczne i jednoznaczne o tym jak wspaniały wpływ może mieć “papka z orkiszu” na zdrowie. Niestety można przypuszczać , że wiele osób oglądających takie programy przyjmie pojawiające się tam twierdzenia za pewnik .