Jest na świecie pewna potna tradycja, którą pochwyciłem gdzieś kilka lat temu. Osobiście nazywam to potnym namiotem występują też inne określenia takie jak np.: szałas pary czy indiańska sauna. To już jest część mnie w swojej immanencji i transcendencji, w swojej wzniosłości i prozaiczności. To nasza nowa świecka tradycja, która pozwala nam wyzwolić swoją najprawdziwszą emocjonalną głębię. To coś jak Chris o poranku czy grunge-owość teledysków Pearl Jam`u. To jak pierwsza randka czy defloracja natury. To jak sweter zrobiony przez babcię czy czerwone zmarznięte policzki uchwycone na papierze kodaka. To jak zachwyt nad każdym Pringlesem oraz zapach własnoręcznie zmielonej kawy. To jak głos ukochanej w słuchawce oraz zaprzeczenie miejskiej kulturze hałasu.
Przepis na potny namiot :
-dobrzy znajomi
- piękne odludne naturalne leśne miejsce
- własnoręcznie wybudowany namiot (tu już liczy się inwencja twórców musi być szczelny w 100%)
- ognisko
- operator garnka z kamieniami (nagrzewa kamienie)
- reszta amatorów naga w namiocie
- operator dostarcza garniec z kamieniami - jedna z osób zalewa to wodą
Warto przy tym śpiewać coś ciekawego :)
I życzę miłej zabawy!!! tylko dla szaleńców